poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Liverpool FC - początek sezonu

Cztery kolejki, sześć punktów - tak wygląda dotychczasowy dorobek punktowy podopiecznych Rafaela Beniteza w rozpoczętym niedawno sezonie Premier League. Zespół z Anfield Road po prawie 20 latach posłuchy i bardzo dobrym sezonie 2008/2009, miał być w tym sezonie jednym z głównych faworytów do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Brytyjscy eksperci z BBC wytypowali nawet, że to zespół z Merseyside zdetronizuje Manchester United i pamiątkowe trofeum przyozdobi gablotę muzeum na Anfield Road.

Okres przygotowawczy w wykonaniu Liverpoolu nie był zbytnio udany. Po inauguracyjnym remisie ze szwajcarskim Sankt Gallen, przyszła porażka z Rapidem we Wiedniu. W obu tych spotkaniach Benitez zagrał rezerwowym składem i było widać brak zgrania poszczególnych zawodników. Po niezbyt udanym okresie spędzonym w Alpach, Liverpoolczycy udali się do Azji, gdzie rozegrali dwa mecze ze słabymi reprezentacjami Tajlandii i Singapuru. W spotkaniach z azjatyckimi reprezentacjami Benitez także dał szansę zmiennikom, a jeden z powodów, dla którego fani tak długo wyczekiwali na to spotkanie, czyli Fernando Torres, w meczu przeciwko tym pierwszym zagrał zaledwie kilkanaście minut. Mecz zakończył się remisem 1:1, ale już trzy dni później The Reds rozbili reprezentację Singapuru, zwyciężając aż 5:0. W obu tych spotkaniach nie wystąpił Steven Gerrard, który przebywał w tym czasie w Liverpoolu, gdzie brał udział w procesie sądowym, mającym powiązanie z awanturą w barze w Southport. Po powrocie z Dalekiego Wschodu, pięciokrotny zdobywca Pucharu Europy rozegrał jeszcze trzy mecze kontrolne. Na otwarcie nowego obiektu w Barcelonie, uległ Espanyolowi aż 0:3! Wszyscy szybko jednak zapomnieli o wyniku tego meczu, bowiem kilka dni później nadeszła smutna wiadomość o śmierci kapitana hiszpańskiego zespołu, Daniela Jarque. W kolejnym meczu angielski zespół pokonał FC Lyn 2:0, a na koniec przegrał na Anfield Road z Atlético Madryt 1:2. Mimo porażki, w ostatnim spotkaniu podopieczni Rafaela Beniteza pokazali się z całkiem niezłej strony, a świetne zawody rozgrywał tego wieczora Fernando Torres, wychowanek Los Rojiblancos, który w poprzednim sezonie nie wystąpił w żadnym z dwóch spotkań tych drużyn w Champions League.

Jak więc widać, okres przygotowawczy, a w zasadzie wyniki, jakie zespół uzyskał w meczach z niżej notowanymi rywalami, nie napawały zbytnim optymizmem. Niektórzy jednak zapomnieli, że gra w przedsezonowych sparingach często nie ma żadnego wpływu na końcowy rezultat i natychmiastowo skreślili Liverpool z walki o najwyższe cele, pozostawiając na polu bitwy tylko londyńską Chelsea i Manchester United. Również nieco lepiej Liverpool mógłby sobie poradzić podczas letniego okienka transferowego. Wprawdzie klub zasilił Glen Johnson z Portsmouth oraz Alberto Aquilani z AS Romy, jednak strata Xabiego Alonso, to ogromne osłabienie zespołu. Śmiem nawet twierdzić, że przejście Baska z Liverpoolu do Realu Madryt jest najlepszym transferem hiszpańskiego klubu w letnim okienku. No bo jaką korzyść miałby Manuel Pellegrini z takich zawodników, jak Kaká, Cristiano Ronaldo czy Karim Benzema, nie mając w swoim składzie niezwykle inteligentnego i kapitalnie rozgrywającego piłkarzami, jakim niewątpliwie jest Xabi?

Oprócz odejścia Alonso (jak dla mnie była to najsmutniejsza wiadomość tego lata...), z klubem pożegnał się także Álvaro Arbeloa, który obrał taki sam kierunek, jak Xabi. O ile baskijski pomocnik może jednak liczyć na regularną grę w barwach nowego zespołu, o tyle w przypadku AA może być to nieco bardziej skomplikowane. Wydaje się, że Arbeloa pewnie miejsce w składzie Realu może mieć tylko do czasu, w którym do gry powróci zawieszony Pepe. Do tego czasu środek madryckiej defensywy stanowić będzie duet Ramos-Albiol. Po powrocie reprezentanta Portugalii, Sergio Ramos zostanie przesunięty na prawą stronę, a z lewej zagra Marcelo. Jest także możliwość przesunięcia Brazylijczyka do przodu, jednak mając taki potencjał w ofensywie, ta opcja wydaje się bardzo mało prawdopodobna. Wraz z odejściem tej dwójki, zmniejszyła się hiszpańska kolonia w Melwood. Warto również dodać, że Liverpool FC stał się w ostatnim czasie miejscem, do którego dość często zaglądają skauci Królewskich. W ostatnich dziesięciu latach Anfield na Santiago Bernabéu zamienili też Steve McManaman, Michael Owen i Jerzy Dudek, a klub ze stolicy Hiszpanii zainteresowany był także pozyskaniem Jermaine Pennanta.

Oprócz dwóch reprezentantów Hiszpanii, Anfield podczas letniego okienka transferowego opuścił Sebastian Leto. Argentyńczyk ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Olympiakosie, a 1 sierpnia przeszedł za 3 miliony funtów do... Panathinaikosu Ateny! Tylko 250 tysięcy funtów wyłożyli natomiast działacze Nottingham Forest, by pozyskać utalentowanego, jednak nie znajdującego się w planach Rafaela Beniteza, Paula Andersona.

Podobnie, jak przedsezonowe sparingi oraz okienko transferowe, wyglądała inauguracja sezonu 2009/2010 w angielskiej PL. Piłkarze Rafaela Beniteza wybrali się bowiem na White Hart Lane, gdzie w poprzednim sezonie przegrali dwa z czterech spotkań w całym sezonie! Podobnie było i tym razem. Wszystko zaczęło się od pięknej bramki Benoita Assou-Ekotto, który w nieprawdopodobny sposób uderzył zza pola karnego, nie dając najmniejszych szans Pepe Reinie. W drugiej połowie nadzieję na korzystny rezultat dał Steven Gerrard, który w profesorski sposób pokonał Gomesa z rzutu karnego. Wielkie brawa należą się tutaj Glenowi Johnsonowi. Reprezentant Anglii zdecydował się na indywidualną akcję i to właśnie po faulu na nim, arbiter wskazał "na wapno". Piłkarze LFC zbyt długo ze zdobytej bramki się jednak nie nacieszyli, bowiem kapitalną odpowiedź dał Sebastien Bassong. Drugim rywalem LFC był beniaminek poprzednich rozgrywek, Stoke City. Wprawdzie Liverpool nie strzelił w poprzednim sezonie temu rywalowi ani jednej bramki(!), jednak tym razem pokonywanie Sorensena nie sprawiło gospodarzom najmniejszego problemu. Po raz kolejny kapitalne zawody rozgrywał Johnson, który strzelił piękną bramkę w swoim debiucie przed The Kop, a przy trafieniu N'Goga zaliczył asystę. Skoro mowa o decydujących podaniach, to dwa z nich były autorstwem Stevena Gerrarda. Kapitan asystował przy bramce Torresa na 1:0 (identyczna akcja, jak w meczu CL z Chelsea na Anfield), a także przy trafieniu Dirka Kuyta, gdzie kapitalnym zwodem poradził sobie z kryjącym go Matthew Etheringtonem. Po kapitalnym meczu ze słabymi Garncarzami, rywalem Liverpoolczyków była rozbita w marcu na Anfield Aston Villa. Tym razem zawodnicy MON-a wzięli solidny rewanż i zdobyli twierdzę Anfield, która po raz ostatni legła w grudniu 2007 roku, zwyciężając 3:1. Wszystkie trzy bramki dla AV padły po stałych fragmentach gry. Spotkanie to miało także podobny przebieg do gry na WHL, bowiem kilka minut po trafieniu Torresa na 1:2, Gerrard ściął w polu karnym Reo-Cockera, co bezlitośnie wykorzystał AshleyYoung. Jeszcze większe emocje przysporzyło wczorajsze spotkanie na Reebok Stadium, gdzie gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, przegrywając ostatecznie 2:3 po kapitalnym uderzeniu Stevena Gerrarda. Debiut w meczu z Boltonem zaliczył Sotirios Kyrgiakos. Grecki stoper rozegrał jednak średnie zawody. Wprawdzie zaliczył kilka udanych wejść i odbiorów, ale zdarzały mu się także momenty niepewności. Momentami wyglądał tak, jakby przed meczem obalił dla odwagi całego "Leśnego Dzbana" na raz. Trzeba jednak pamiętać, że debiut Škrtel w koszulce z Livebirdem na piersi wyglądała podobnie lub nawet gorzej, a obecnie jest to jeden z najlepszych defensorów w najsilniejszej lidze świata.

Jakie wnioski można wysnuć po tych czterech kolejkach? Na pewno takie, że koniecznie trzeba poprawić grę w obronie podczas stałych fragmentów gry, bowiem 6 z 7 dotychczasowych bramek, jakie stracili gracze Beniteza, padało po rzutach rożnych, wolnych lub karnych. Momentami szwankowała również komunikacja pomiędzy środkowymi obrońcami. W ten sposób na White Hart Lane doszło do zderzenia Carraghera i Škrtela, przez co słowacka skała zmuszona jest do kilkunastodniowej pauzy. W obliczu kontuzji Daniela Aggera i sprzedaży Samiego Hyypii do Bayeru Leverkusen, Benitez w meczu ze Stoke zmuszony był do skorzystania z młodego Ayali, który wypadł całkiem nieźle, jednak w spotkaniach z lepszymi rywalami, wystawienie go wiązałoby się ze sporym ryzykiem.

Słabo wygląda także gra skrzydłowych. Sytuację ratuje wprawdzie Glen Johnson, który w pierwszych meczach dał w ofensywie Liverpoolowi zdecydowanie więcej, niż Dirk Kuyt. Średnio w pierwszych spotkaniach radził sobie również Yossi Benayoun, który wczoraj został zastąpiony powracającym po kontuzji Albertem Rierą. Swój poziom prezentowany w poprzednim sezonie pokazuje za to Lucas Leiva. Brazylijczyk w niemal każdym spotkaniu udowadnia kibicom, że piosenka "One Way Ticket" była dedykowana właśnie jemu! Niestety, posadzenie go na ławce jest mało realne, bowiem Benitez upatrzył sobie w nim następcę...Xabiego Alonso! Lepiej radzi sobie Javier Mascherano, jednak gra dwóch defensywnych pomocników obok siebie spowodowała, że Gerrard momentami nie wiedział, czy ma zajmować się rozgrywaniem akcji czy wspomaganiem Fernando Torresa w ataku. Rozgrywanie piłki w przypadku Lucasa jest raczej niemożliwe, dlatego kapitan przejął niektóre obowiązki Xabiego, pozostawiając przy tym lukę przed polem karnym, gdzie grywał jako cofnięty napastnik. Nadzieją jest więc kontuzjowany obecnie Alberto Aquilani, który do gry powróci w okolicach końca września. Włoski zawodnik mógłby występować obok Javiera Mascherano lub przed polem karnym, powodując tym samym powrót Gerrarda na środek pomocy. Póki co jednak reprezentant Włoch jest wielką niewiadomą. Warto się jednak zastanowić, czy zakup tego zawodnika za sumę 17 milionów £, na dodatek często nękanego przez kontuzję, był dobrym ruchem. Ostatnio na jednym z blogów fanów Liverpoolu pojawił się ciekawy artykuł, przedstawiający innych kandydatów, z których mógł skorzystać Benitez. Wśród nich znalazły się nazwiska Gourcuffa, Hleba czy van der Vaarta, który nie wybrał jeszcze klubu, w którym wystąpi w sezonie zakończonym MŚ w RPA.

Kolejnym powodem do zmartwień jest krótka ławka rezerwowych, która jest praktycznie niczym przy zapleczu, jakim dysponuje Chelsea czy MU. Problem ten jest widoczny szczególnie w ataku, gdzie tak na dobrą sprawę nie ma żadnego zmiennika dla Fernando Torresa! Andrzej Woronin to raczej nie jest gracz formatu Premier League, Ryan Babel zanotował w ostatnim sezonie ogromny regres i w ostatnim meczu nie znalazł się nawet wśród rezerwowych, a David N'Gog jest zawodnikiem, który dopiero poznaje Premier League. W rezerwach świetnie radzi sobie wprawdzie duet Daniel Pacheco - Krisztián Németh, jednak to też nie jest jeszcze poziom EPL. Węgierski zawodnik obecny sezon spędzi w AEK Ateny, gdzie został wypożyczony przed kilkoma dniami. Do Liverpoolu przymierzany był Keisuke Honda z VVV-Venlo, jednak wszystko wskazuje, że zawodnik ten ostatecznie na Anfield nie trafi.

Czy mając tak krótką ławkę rezerwowych, pazernych na pieniądze właścicieli i Lucasa Leivę w składzie, można wygrać mistrzostwo Anglii? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle trudna, bowiem mimo słabego początku sezonu w wykonaniu Liverpoolu, nadal jest to zespół, który może sporo namieszać i pogodzić rywali przymierzających się do tytułu najlepszej drużyny Anglii w sezonie 2009/2010.

Pozdrawiam!
Saw

czwartek, 27 sierpnia 2009

Kącik bukmacherski - czwarta kolejka

Oto nowy cykl, adresowany głównie, choć nie wyłącznie, do osób, które zarabiają pieniądze typując wyniki rozgrywek piłkarskich - w tym przypadku spotkań Premier League. Będę przedstawiał swoje przypuszczenia przez każdą kolejką.

Tottenham Hotspur : Birmingham City 1
Nie widzę tutaj innej opcji, aniżeli zwycięstwo faworyzowanych gospodarzy. Podopieczni Harry'ego Redknappa od początku sezonu są w formie, wiatr w żagle złapał Jermain Defoe i seryjnie zdobywa gole, świetnie prezentują się również tacy gracze jak Luka Modrić czy Aaron Lennon. Jak na razie po trzech kolejkach "Koguty" zgarnęły pełną pulę. Birmingham póki co ma na koncie cztery punkty i nie prezentuje się źle - w spotkaniu z Manchesterem United niejednokrotnie zagrozili bramce utytułowanych rywali, zwyciężyli również z Portsmouth ale nie zdołali strzelić gola Stoke na własnym obiekcie. Teraz czeka ich arcytrudny wyjazd i nie sądzę, aby byli właśnie tą drużyną, która zatrzyma zwycięski marsz Redknappa i spółki.

Manchester United : Arsenal Londyn 1
To fakt - Kanonierzy są ostatnio w wielkiej formie. Najpierw rozbili Everton, później nie dali szan Portsmouth a w eliminacjach do Ligi Mistrzów spokojnie poradzili sobie z Celticiem. Manchester natomiast zaczął sezon przeciętnie, od nieco wymęczonego zwycięstwa nad Birmingham, potem przyszła wstydliwa porażka z Burnley i wreszcie pogrom Wigan na wyjeździe, który może być już źródłem optymizmu. Pomimo tego niemrawego startu uważam, że Arsenal polegnie na Old Trafford - Czerwone Diabły mają kilka asów w swojej talii, przede wszystkim Wayne Rooney'a, który doskonale się czuje obciążony odpowiedzialnością za zdobywanie goli. Poza tym cała defensywa podopiecznych Sir Alexa Fergusona stanowi trwały monolit, nieporównywalnie bardziej potężny od obrony choćby Evertonu. Młodzieży Wengera nie będzie łatwo przebić się przez takie zasieki. Zresztą możliwe jest, że zadziała efekt zadyszki - gracze Arsenalu 'lubią' po kilku udanych spotkaniach polec.

Bolton Wanderers : Liverpool FC 2
Bolton jest obecnie w wyjątkowo słabej formie. Nie zdobyli jeszcze żadnych punktów, grają przeciętnie - jak dotąd schodzili z boiska pokonani zarówno po wyjazdowej potyczce z Hull, jak i domowej z Sunderlandem. Natomiast Liverpool dotkliwie odczuł transfer Xabiego Alonso do Realu Madryt, ale Rafa Benitez i jego ekipa nawet bez Hiszpańskiego środkowego pomocnika powinni odnieść zwycięstwo w Boltonie. Gracze Boltonu nie mają takiej siły w środku pola, żeby Lucas i Mascherano sobie z nimi nie poradzili.

Stoke City : AFC Sunderland X
Być może typowany przeze mnie remis jest nieco kontrowersyjny, ale już spieszę z wyjaśnieniem. Przede wszystkim nie sądzę, by Sunderland, który co prawda jest w niezłej formie, zdołał regularnie wywozić punkty z wyjazdowych wojaży. Stoke jest całkiem silne na swoim terenie, potrafią tam umiejętnie się bronić i bezbramkowy, lub jednobramkowy remis (zważając na dobrą dyspozycję strzelecką Benta czy Jonesa) jest najbardziej prawdopodobnym rezultatem.

Everton FC : Wigan Athletic 1
To może być ciekawy mecz. Goście, poza cięgami zebranymi od Manchesteru United przegrali również z Wolves u siebie i zwycięstwo z pierwszej kolejki nad Aston Villą zdaje się być dziełem przypadku. A Everton? Zespół Davida Moyesa jest chyba w rozsypce - najpierw kompromitacja przeciwko Arsenalowi, na dokładkę wyjazdowa porażka z Blackburn i poważne osłabienie defensywy - odejście Lescotta nie wpływają korzystnie na morale zespołu. Jednak jeżeli nie teraz podnieść się z kolan, to kiedy? Wigan nie należy do zespołów, którym trudno jest strzelić bramkę więc być może Saha czy Pienaar pokażą wreszcie swój kunszt i pierwsze punkty powędrują na Goodison Park.

Blackburn Rovers : West Ham United 2
Oba zespoły jak dotąd nie grają najlepiej. Blackburn, między innymi bez Roque Santa Cruza, wygląda na jedną ze słabszych ekip Premier League i mistrzowie sprzed lat będą chyba walczyć o utrzymanie. Natomiast podopieczni Gianfranco Zoli pokonali na wyjeździe solidny Wolverhampton, ale u siebie nie sprostali już Tottenhamowi w derbowym pojedynku - tani jednak skóry nie sprzedali. Jednak skoro zwyciężyli na wyjeździe Wolves, to prawdopodobnie i z Rovers sobie poradzą - Zola buduje ciekawą ekipę, nie ma trudności ze ściąganiem do składu graczy z Włoch, więc Młoty są kandydatem do górnej połówki tabeli i takich rywali jak Blackburn powinni jednak zwyciężać.

Wolverhampton Wanderers : Hull City X
Beniaminek z Wolverhampton jak na razie gra przeciętnie - u siebie nie wyglądają na zbyt mocnych, ponieważ polegli przeciwko West Hamowi, a na wyjazdach wygrali z Wigan i podjęli walkę z Manchesterem City, chociaż nie wywieźli z City of Manchester Stadium punktów. Hull zaś, jeżeli jako pierwsze wyjdzie na prowadzenie, to bardzo trudno z nimi o punkty, ponieważ taktykę "obrona Częstochowy" mają opanowaną niemal do perfekcji, o czym mogła się przekonać drużyna Chelsea, która na własnym stadionie zwyciężyła podopiecznych Phila Browna tylko dzięki szczęśliwemu trafieniu w wykonaniu Drogby. Później Hull zostało rozniesione przez Tottenham u siebie, a następnie, również na własnym obiekcie, pokonali Bolton. W minionych rozgrywkach drużyna Browna była bardzo silna na wyjazdach - póki co nie wyglądają na takich mocarzy, więc prawdopodobnie podzielą się punktami z Wolves.

Portsmouth FC : Manchester City 2
Portsmouth póki co prezentuje się nad wyraz słabo. Pozbyli się latem swoich największych gwiazd - Croucha i Johnsona, a pieniędzy zarobionych z transferów tych dwóch graczy nie spożytkowano jak należy. W City natomiast arabskie pieniądze pożytkowano i to dość głośno. Wiele mówiło się, że Mark Hughes nie zdoła zgrać zespołu ani nad nim zapanować - to się jeszcze okaże, jednak póki co The Citizens wygrywają i nie wygląda na to, aby Pompey byli zdolni przerwać zwycięską passą Niebieskich z Manchesteru.

Chelsea Londyn : Burnley FC 1
Burnley było chyba sprawcą największej jak dotąd niespodzianki - pokonali na własnym stadionie obrońców tytułu, Manchester United. Faktycznie, na Turf Moor są mocni, ale na wyjazdach już tak różowo nie jest, o czym świadczy choćby porażka ze Stoke City. Chelsea natomiast coraz lepiej wygląda w diamencie Ancelottiego i jeżeli ktoś ma przerwać ich zwycięską passę to raczej nie będzie to Burnley. Zabraknie im po prostu argumentów. Nie przewidywałbym tutaj pogromu, ponieważ The Blues już pokazali, że nie będą, jak Arsenal choćby, dążyć do strzelenia jak największej ilości bramek w meczu, ale po objęciu prowadzenia zamierzają spokojnie kontrolować mecz aż do końca.

Aston Villa : Fulham Londyn 1
Co prawda podopieczni Martina O'Neila przegrali swój pierwszy mecz z Wigan w wyjątkowo kiepskim stylu, to jednak można uznać ten wynik za wypadek, jakich wiele w początkowej fazie rozgrywek. The Villans udowodnili swoją wartość w Liverpoolu, gdzie pokonali faworyzowanych The Reds. Fulham to mocny zespół, mają silną i wyrównaną kadrę, ale mimo wszystko nie na tyle, żeby na poważnie zagrozić kandydatowi do gry w europejskich pucharach. Gracze z Birmingham co prawda zostali wyeliminowani z Ligi Europejskiej, ale nie podejrzewam, żeby to ich specjalnie podłamało - prędzej spróbują powetować sobie tę porażkę wygrywając z Fulham na własnym obiekcie.

Diament - czy to zadziała?

Po tym, jak Guus Hiddink spłacił dług wdzięczności wobec Romana Abramowicza i odszedł z Londynu, aby spokojnie przygotowywać się z reprezentacją Rosji do Mistrzostw Świata, Chelsea musiała poszukać nowego szkoleniowca. Wybór padł na Carlo Ancelottiego, długoletniego opiekuna AC Milanu, który zdecydował się jednak zmienić otoczenie, bo w Mediolanie wypalił się już do cna.


Carlo Ancelotti właśnie w zespole Rossoneri wprowadził w życie opracowaną przez siebie taktykę 4-1-2-1-2, nazywaną potocznie diamentem. 'Na papierze' przedstawia się to mniej więcej tak, jak na obrazku w lewym górnym rogu posta. Skuteczność tej taktyki w dużej mierze zależy od aktywności i ofensywnego usposobienia bocznych obrońców, ponieważ jak widać ustawienie nie przewiduje typowych skrzydłowych. Rzecz jasna napastnikom, czy środkowym pomocnikom zdarza się zejść do boku aby dośrodkować, jednak odpowiedzialność za skrzydła spoczywa w bardzo wysokim procencie na prawym i lewym defensorze. Wielkim plusem tego ustawienia jest to, że przy sprzyjających okolicznościach w akcji ofensywnej może uczestniczyć nawet sześciu czy siedmiu zawodników.

Ancelotti nie zdołał przenieść swoich ulubieńców z Mediolanu do Londynu, ale powiodło mu się to z taktyką i natychmiast wprowadził swój ukochany diament w życie. W Chelsea jest to o tyle zaskakujące, że wydawało się, iż jest to zespół stworzony do gry skrzydłami i taktyką 4-3-3, z dwoma bocznymi i jednym wysuniętym napastnikiem. Zdawał się to potwierdzać transfer skrzydłowego z Rosji, Youriego Zhirkova. Zresztą ustawienie bez dynamicznych skrzydłowych w najszybszej lidze świata, czyli Premier League również nie wydawało się zbyt mądre. A jednak, włoski szkoleniowiec korzysta z diamentu i póki co przynosi to dość dobre efekty - z meczu na mecz The Blues grają lepiej, widać, że coraz bardziej zgrywają się w nowym ustawieniu.

W roli "półskrzydłowego" doskonale czuje się Florent Malouda. Francuz zwykle rozkręcał się dopiero w końcówce sezonu, kiedy już wszystkie puchary były rozdane, teraz jednak świetnie prezentuje się na początku rozgrywek i tworzy zgraną parę z Ashley Colem. Malouda niekiedy jest zwykle jedynym nominalnym skrzydłowym w składzie The Blues, więc to lewe skrzydło niby powinno być mocniejsze, a jednak Jose Bosingwa doskonale łączy obowiązki ofensywne z zadaniami defensywnymi i prawa flanka Niebieskich w niczym nie ustępuje lewej.
Również Portugalczyk Deco złapał wiatr w żagle pod wodzą Ancelottiego. Portugalczyk, na którym w Londynie już dawno postawiono krzyżyk teraz stara się udowodnić, że zasłużył na drugą szansę i świetnie wywiązuje się z roli kreatora gry w środku pola. Nie spowalnia akcji jak to miało miejsce dawniej i nie musi już się uciekać do faulowania dużo bardziej dynamicznych rywali. Natomiast Michael Ballack imponuje niezrównaną walecznością i w środku pola wykonuje mnóstwo świetnej roboty.

Wreszcie - Didier Drogba. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej w po trzech kolejkach ma na koncie trzy gole i chyba w końcu wziął się na dobre za granie w piłkę, zamiast marudzenie i szukanie ścieżki do odejścia z Londynu. Ten rosły napastnik świetnie czuje się mając wielu partnerów wokół siebie, nie unika gry na jeden kontakt i oprócz zdobywanych goli zaliczył już dwa podania, po których padły bramki dla Chelsea.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy zawodnicy Chelsea świetnie czują się w nowym ustawieniu. Przede wszystkim kibiców The Blues powinna martwić kiepska dyspozycja Franka Lamparda. Gwiazdor Niebieskich wyraźnie nie pasuje do pozycji ofensywnego pomocnika podwieszonego za napastnikami - wydaje się, że lepiej by się czuł grając bliżej środkowej linii boiska. Anglik potrzebuje więcej miejsca na boisku i chyba było mu wygodniej, kiedy lwia część odpowiedzialności za akcje ofensywne drużyny spoczywała na nim, a nie, tak jak teraz, na kilku zawodnikach ze środka pola.

Również John Obi Mikel nie radzi sobie najlepiej jako typowy defensywny pomocnik. To dziwne, ponieważ wydawało się, że jest stworzony do takiej roli. Dawniej Chelsea nigdy nie grała z zawodnikiem odpowiedzialnym tylko za ubezpieczanie obrońców, Mikel a zwłaszcza Essien pozwalali sobie na dużo w ofensywie, chociaż Nigeryjczyk zwykle wolał zostać z tyłu i poczynania w ataku pozostawić Lampardowi czy Ballackowi. Teraz jednak, kiedy ma za zadanie głównie asekurowanie bocznych, czy środkowych obrońców nie spisuje się najlepiej i jak dotąd spisywał się chyba najgorzej ze wszystkich zawodników Chelsea.

Jednak za nami dopiero trzy kolejki i nie czas na wydawanie sądów. Skuteczność diamentu będzie można potwierdzić dopiero wówczas, kiedy rywale The Blues już poznają się na nowej taktyce i spróbują wyłączyć z poczynań ofensywnych bocznych obrońców. Jak na razie Chelsea wygrywa, ale prawdziwym sprawdzianem dla siły podopiecznych Ancelottiego będą prestiżowe potyczki przeciwko zespołom z 'Big Four' - jeżeli również najlepsi nie sprostają sile 4-1-2-1-2, to wtedy będziemy mogli powiedzieć, że podobnie jak (do pewnego momentu) w Mediolanie, również w Londynie diament nie zawodzi. Pamiętajmy jednak, że Luis Felipe Scolari także miał fantastyczny start, a zimą w Londynie nikt już nie chciał go widzieć, ponieważ taktyka Brazylijczyka, w której również ważną rolę odgrywali Bosingwa i Cole, została już rozgryziona przez każdego managera z Premier League.

środa, 26 sierpnia 2009

Trzy kolejki za nami - podsumowanie

Pora na podsumowanie dotychczasowych wydarzeń w Premier League. Minione trzy kolejki były doprawdy bardzo ciekawe - obfitowały w bramki, niespodzianki i zwroty akcji. Niektórym zespołom, zawodnikom czy trenerom należą się słowa uznania za udany start sezonu, jednak nie brakuje takich, którzy pokpili sprawę.


Wyróżnienia


Arsenal Londyn
Przed sezonem wielu było takich, którzy wieszczyli rychły rozpad 'Big Four' - właśnie Arsenal typowano jako zespół, który ma się wykruszyć. Arsene Wenger w trakcie letniego okienka dokonał kontrowersyjnych ruchów transferowych, zezwalając na odejście Emmanuela Adebayora. Nie zatrzymał również w zespole jednego z filarów defensywy Kanonierów - Kolo Toure, w jego miejsce ściągając "zaledwie" Vermaelena. Jak się okazało, Francuz nie po raz pierwszy wiedział co robi. Środkowy obrońca ściągnięty z Ajaxu jak na razie spisuje się bez zarzutów, natomiast Adebayora z powodzeniem zastępuje Bendtner. Arsenal zaś, prezentując przyjemny dla oka i ofensywny futbol w dwóch meczach zdobył aż 10 bramek, a David Moyes długo nie zapomni lania, jakie sprawili mu Kanonierzy na Goodison Park. Nie wiadomo, czy Arsenal wytrzyma w tak zabójczym tempie przez cały sezon, ale pewne jest jedno - nie wolno ich skreślać z walki o mistrzostwo.

Burnley FC

W pierwszej kolejce nie sprostali na wyjeździe Stoke City - wydawało się wówczas, że podopieczni Owena Coyle'a nie będą godnym przeciwnikiem dla Manchestertu United, który niebawem przybył na Turf Moore. Tymczasem wielka sensacja - gospodarze zgarniają pełną pulę w meczu z obrońcą tytułu mistrza. Nie był to jednak jednorazowy wyskok - w trzeciej kolejce, również u siebie, The Clarets zwycięzyli Everton! Jak widać nawet najlepsze zespoły jadąc do hrabstwa Lancashire muszą mieć sie na baczności - Owen Coyle i jego chłopcy tanio skóry nie sprzedadzą nikomu.

Jermain Defoe

Wygląda na to, że napastnik Tottenhamu już na początku sezonu złapał wyjątkowo wysoką formę - potwierdził to hattrickiem, co prawda nie klasycznym, skompletowanym w drugiej kolejce przeciwko Hull City. Jeżeli Anglik, który swego czasu strzelał nawet gola reprezentacji Polski, utrzyma wysoką dyspozycję, to być może wreszcie urodzony na Wyspach napastnik sięgnie po koronę króla strzelców, przerywając hegemonię obcokrajowców.

Glen Johnson

Prawy obrońca, który tego lata zmienił Portsmouth na Liverpool świetnie znalazł się w nowym otoczeniu. Były zawodnik. m.in. Chelsea Londyn doskonale prezentuje się w grze ofensywnej, nierzadko stwarzając więcej zagrożenia pod bramką rywali niż nominalny prawoskrzydłowy drużyny z Anfield, Dirk Kuyt. Chociaż Johnsonowi zdarzają się niepewne akcje w obronie, to póki co w pełni rekompensuje te braki wielką pracą, jaką wykonuje na prawej flance The Reds.

Nagany

Liverpool FC
Podopieczni Rafy Beniteza z pewnością innaczej wyobrażali sobie początek sezonu. W pierwszym meczu polegli z Tottenhamem w bardzo kiepskim stylu, później co prawda powetowali sobie tę poraźkę gromiąc Stoke, jednak już w trzeciej kolejce Anfield podbiła Aston Villa. W The Reds zdecydowanie brakuje mądrości Xabiego Alonso w środku pola - ani Mascherano, ani tym bardziej Lucas nie są w stanie wypełnić luki po Hiszpanie. Jeżeli Rafa Benitez szybko nie pozbiera swojej drużyny, to mistrzostwo, tak upragnione w Liverpoolu, może uciec zanim wyścig o to trofeum się na dobre rozpoczął.

David Moyes
Nie tak kibice Evertonu wyobrażali sobie początek sezonu. Mieli zawalczyć z Arsenalem o 'Big Four', a tymczasem zamykają tabelę z zawstydzającym bilansem goli 1-7. Moyes chyba popełnił jakiś błąd w trakcie okresu przygotowawczego, bo The Toffis są ewidentnie bez formy, o czym chyba najlepiej może zaświadczyć klęska na inaugurację w potyczce z Arsenalem. Moyesie ma teraz niezły ból głowy, tym bardziej , że zespół opuścił najlepszy obrońca Joleon Lescott.

Portsmouth FC
3 mecze - 3 porażki - tak wygląda początek sezonu w wykonaniu Portsmouth. Zespół niedawno przejął arabski inwestor Sulaiman Al Fahim, ale nie wygląda na to, aby w dobiegającym końca okienku transferowym zdołał wzmocnić swój nowy nabytek. Pompey w trakcie okienka pozbyli się kilku świetnych zawodników, takich jak Glen Johnson czy Peter Crouch ale nie zadbano, aby zarobione pieniądze spożytkować wzmacniając drużynę i teraz widać tego efekty. Gra podopiecznych Paula Harta pozostawia wiele do życzenia i nie będzie wielkim zaskoczeniemi, kiedy właśnie szkoleniowiec Portsmouth pierwszy wypadnie z trenerskiej karuzeli Premier League.

Statystyki (po 3. kolejce)


Oto garść statystyk po trzech kolejkach Premier League. Od teraz po każdej rozegranej serii spotkań będzie nowy post z właśnie takimi statystycznymi danymi.




Tabela
Kolejno: miejsce w tabeli, nazwa drużyny, liczba spotkań, ilość punktów, stosunek bramek.

1. Tottenham Hotspur 3 9 9-3
2. Chelsea Londyn 3 9 7-2
3. Arsenal Londyn 2 6 10-2
4. Manchester United 3 6 6-1

5. Manchester City 2 6 3-0
6. Sunderland 3 6 4-4

7. Burnley 3 6 2-2
8. Birmingham City 3 4 1-1
9. Stoke City 3 4 2-4
10. Liverpool 3 3 6-5
11. West Ham United 2 3 3-2
12. Aston Villa 2 3 3-3
13. Fulham 2 3 1-2
14. Wolverhampton Wanderers 3 3 1-3
15. Hull City 3 3 3-7
16. Wigan Athletic 3 3 2-6
17. Bolton Wanderers 2 0 0-2

18. Blackburn Rovers 2 0 1-4
19. Portsmouth 3 0 1-6
20. Everton 2 0 1-7

Miejsca 1 do 4 - Liga Mistrzów
Miejsca 5 do 6 - Liga Europejska
Miejsca 18 do 20 - spadek

Klasyfikacja strzelców
Kolejno: ilość zdobytych goli, imię i nazwisko zawodnika, zespół.

4 - Jermain Defoe - Tottenham
3 - Didier Drogba - Chelsea
3 - Wayne Rooney - Manchester United
2 - Emmanuel Adebayor - Manchester City
2 - Darren Bent - Sunderland
2 - Abou Diaby - Arsenal
2 - Cesc Fabregas - Arsenal
2 - William Gallas - Arsenal
2 - Stephen Hunt - Hull
2 - Kenwyne Jones - Sunderland
2 - Fernando Torres - Liverpool

Klasyfikacja asystentów
Kolejno: ilość asyst, imię i nazwisko zawodnika, zespół.

3 - Robin van Persie - Arsenal
2 - Didier Drogba - Chelsea
2 - Cesc Fabregas - Arsenal
2 - Steven Gerrard - Liverpool
2 - Glen Johnson - Liverpool
2 - Robbie Keane - Tottenham
2 - Aaron Lennon - Tottenham
2 - Steed Malbranque - Sunderland
2 - Shaun Wright-Phillips - Manchester City

Klasyfikacja najczęściej faulujących
Kolejno: ilość fauli, imię i nazwisko zawodnika, zespół.

9 - Fabrice Muamba - Bolton
8 - Tim Cahill - Everton
8 - Lorik Cana - Sunderland
8 - Jermain Defoe - Tottenham
8 - Tom Huddlestone - Tottenham
8 - Javier Mascherano - Liverpool
8 - Fernando Torres - Liverpool































3. kolejka

Trzecia seria spotkań w Premier League obfitowała w gole, jednak nie zabrakło również niespodzianek - do takich można bez wątpienia zaliczyć porażkę Liverpoolu na Anfield Road - The Reds nie sprostali Aston Villi. Burnley kolejny raz zaskoczyło wszystkich i zwycięzyło Everton. Jak widać, stadion beniaminka nie będzie łatwą twierdzą do zdobycia nawet dla zespołów, które teoretycznie powinny walczyć o najwyższe laury i klęska Manchesteru United nie była przypadkowa.

22 sierpnia 2009

Arsenal Londyn 4:1 Portsmouth FC
Abou Diaby (18', 22'), William Gallas (51'), Aaron Ramsey (68') - Younes Kaboul (37')

Birmingham City 0:0 Stoke City
Manchester City 1:0 Wolverhampton Wanderers
Emmanuel Adebayor (17')

AFC Sunderland 2:1 Blackburn Rovers
Kenwyne Jones (32', 54') - Gael Givet (21')

Wigan Athletic 0:5 Manchester United
Wayne Rooney (56', 65'), Dimitar Berbatov (58'), Michael Owen (85'), Nani (90')

Hull City 1:0 Bolton Wanderers
Kamel Ghilas (61')

23 sierpnia 2009

West Ham United 1:2 Tottenham Hotspur
Carlton Cole (49') - Jermain Defoe (54'), Aaron Lennon (79')

Burnley FC 1:0 Everton FC
Wade Elliott (34')

Fulham Londyn 0:2 Chelsea Londyn
Didier Drogba (39'), Nicolas Anelka (76')

24 sierpnia 2009
Liverpool FC 1:3 Aston Villa
Fernando Torres (72') - Lucas (34' - sam.), Curtis Davies (45'), Ashley Young (76' - karny)

2. kolejka


Przepraszam za brak sprawozdań i opisów spotkań, ale nie miałem okazji oglądać ani drugiej, ani trzeciej kolejki Premier League, ponieważ wyjechałem i byłem z dala od Internetu. Tym razem tylko suche wyniki.



18 sierpnia 2009

AFC Sunderland 1:3 Chelsea Londyn
Darren Bent (18) - Michael Ballack (52'), Frank Lampard (61 - k.), Deco (70')

Wigan Athletic 0:1 Wolverhampton Wanderers

Andrew Keogh (6')

19 sierpnia 2009

Birmingham City 1:0 Portsmouth FC
James McFadden (90' - k.)

Burnley FC 1:0 Manchester United
Robert Blake (19')

Hull City 1:5 Tottenham Hotspur
Stephen Hunt (25') - Jermain Defoe (10', 45', 90'), Wilson Palacios (14'), Robbie Keane (78')

Liverpool FC 4:0 Stoke City
Fernando Torres (4'), Glen Johnson (45') Dirk Kuijt (78'), David N'Gog (90')