Cztery kolejki, sześć punktów - tak wygląda dotychczasowy dorobek punktowy podopiecznych Rafaela Beniteza w rozpoczętym niedawno sezonie Premier League. Zespół z Anfield Road po prawie 20 latach posłuchy i bardzo dobrym sezonie 2008/2009, miał być w tym sezonie jednym z głównych faworytów do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Brytyjscy eksperci z BBC wytypowali nawet, że to zespół z Merseyside zdetronizuje Manchester United i pamiątkowe trofeum przyozdobi gablotę muzeum na Anfield Road.
Okres przygotowawczy w wykonaniu Liverpoolu nie był zbytnio udany. Po inauguracyjnym remisie ze szwajcarskim Sankt Gallen, przyszła porażka z Rapidem we Wiedniu. W obu tych spotkaniach Benitez zagrał rezerwowym składem i było widać brak zgrania poszczególnych zawodników. Po niezbyt udanym okresie spędzonym w Alpach, Liverpoolczycy udali się do Azji, gdzie rozegrali dwa mecze ze słabymi reprezentacjami Tajlandii i Singapuru. W spotkaniach z azjatyckimi reprezentacjami Benitez także dał szansę zmiennikom, a jeden z powodów, dla którego fani tak długo wyczekiwali na to spotkanie, czyli Fernando Torres, w meczu przeciwko tym pierwszym zagrał zaledwie kilkanaście minut. Mecz zakończył się remisem 1:1, ale już trzy dni później The Reds rozbili reprezentację Singapuru, zwyciężając aż 5:0. W obu tych spotkaniach nie wystąpił Steven Gerrard, który przebywał w tym czasie w Liverpoolu, gdzie brał udział w procesie sądowym, mającym powiązanie z awanturą w barze w Southport. Po powrocie z Dalekiego Wschodu, pięciokrotny zdobywca Pucharu Europy rozegrał jeszcze trzy mecze kontrolne. Na otwarcie nowego obiektu w Barcelonie, uległ Espanyolowi aż 0:3! Wszyscy szybko jednak zapomnieli o wyniku tego meczu, bowiem kilka dni później nadeszła smutna wiadomość o śmierci kapitana hiszpańskiego zespołu, Daniela Jarque. W kolejnym meczu angielski zespół pokonał FC Lyn 2:0, a na koniec przegrał na Anfield Road z Atlético Madryt 1:2. Mimo porażki, w ostatnim spotkaniu podopieczni Rafaela Beniteza pokazali się z całkiem niezłej strony, a świetne zawody rozgrywał tego wieczora Fernando Torres, wychowanek Los Rojiblancos, który w poprzednim sezonie nie wystąpił w żadnym z dwóch spotkań tych drużyn w Champions League.
Jak więc widać, okres przygotowawczy, a w zasadzie wyniki, jakie zespół uzyskał w meczach z niżej notowanymi rywalami, nie napawały zbytnim optymizmem. Niektórzy jednak zapomnieli, że gra w przedsezonowych sparingach często nie ma żadnego wpływu na końcowy rezultat i natychmiastowo skreślili Liverpool z walki o najwyższe cele, pozostawiając na polu bitwy tylko londyńską Chelsea i Manchester United. Również nieco lepiej Liverpool mógłby sobie poradzić podczas letniego okienka transferowego. Wprawdzie klub zasilił Glen Johnson z Portsmouth oraz Alberto Aquilani z AS Romy, jednak strata Xabiego Alonso, to ogromne osłabienie zespołu. Śmiem nawet twierdzić, że przejście Baska z Liverpoolu do Realu Madryt jest najlepszym transferem hiszpańskiego klubu w letnim okienku. No bo jaką korzyść miałby Manuel Pellegrini z takich zawodników, jak Kaká, Cristiano Ronaldo czy Karim Benzema, nie mając w swoim składzie niezwykle inteligentnego i kapitalnie rozgrywającego piłkarzami, jakim niewątpliwie jest Xabi?
Oprócz odejścia Alonso (jak dla mnie była to najsmutniejsza wiadomość tego lata...), z klubem pożegnał się także Álvaro Arbeloa, który obrał taki sam kierunek, jak Xabi. O ile baskijski pomocnik może jednak liczyć na regularną grę w barwach nowego zespołu, o tyle w przypadku AA może być to nieco bardziej skomplikowane. Wydaje się, że Arbeloa pewnie miejsce w składzie Realu może mieć tylko do czasu, w którym do gry powróci zawieszony Pepe. Do tego czasu środek madryckiej defensywy stanowić będzie duet Ramos-Albiol. Po powrocie reprezentanta Portugalii, Sergio Ramos zostanie przesunięty na prawą stronę, a z lewej zagra Marcelo. Jest także możliwość przesunięcia Brazylijczyka do przodu, jednak mając taki potencjał w ofensywie, ta opcja wydaje się bardzo mało prawdopodobna. Wraz z odejściem tej dwójki, zmniejszyła się hiszpańska kolonia w Melwood. Warto również dodać, że Liverpool FC stał się w ostatnim czasie miejscem, do którego dość często zaglądają skauci Królewskich. W ostatnich dziesięciu latach Anfield na Santiago Bernabéu zamienili też Steve McManaman, Michael Owen i Jerzy Dudek, a klub ze stolicy Hiszpanii zainteresowany był także pozyskaniem Jermaine Pennanta.
Oprócz dwóch reprezentantów Hiszpanii, Anfield podczas letniego okienka transferowego opuścił Sebastian Leto. Argentyńczyk ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Olympiakosie, a 1 sierpnia przeszedł za 3 miliony funtów do... Panathinaikosu Ateny! Tylko 250 tysięcy funtów wyłożyli natomiast działacze Nottingham Forest, by pozyskać utalentowanego, jednak nie znajdującego się w planach Rafaela Beniteza, Paula Andersona.
Podobnie, jak przedsezonowe sparingi oraz okienko transferowe, wyglądała inauguracja sezonu 2009/2010 w angielskiej PL. Piłkarze Rafaela Beniteza wybrali się bowiem na White Hart Lane, gdzie w poprzednim sezonie przegrali dwa z czterech spotkań w całym sezonie! Podobnie było i tym razem. Wszystko zaczęło się od pięknej bramki Benoita Assou-Ekotto, który w nieprawdopodobny sposób uderzył zza pola karnego, nie dając najmniejszych szans Pepe Reinie. W drugiej połowie nadzieję na korzystny rezultat dał Steven Gerrard, który w profesorski sposób pokonał Gomesa z rzutu karnego. Wielkie brawa należą się tutaj Glenowi Johnsonowi. Reprezentant Anglii zdecydował się na indywidualną akcję i to właśnie po faulu na nim, arbiter wskazał "na wapno". Piłkarze LFC zbyt długo ze zdobytej bramki się jednak nie nacieszyli, bowiem kapitalną odpowiedź dał Sebastien Bassong. Drugim rywalem LFC był beniaminek poprzednich rozgrywek, Stoke City. Wprawdzie Liverpool nie strzelił w poprzednim sezonie temu rywalowi ani jednej bramki(!), jednak tym razem pokonywanie Sorensena nie sprawiło gospodarzom najmniejszego problemu. Po raz kolejny kapitalne zawody rozgrywał Johnson, który strzelił piękną bramkę w swoim debiucie przed The Kop, a przy trafieniu N'Goga zaliczył asystę. Skoro mowa o decydujących podaniach, to dwa z nich były autorstwem Stevena Gerrarda. Kapitan asystował przy bramce Torresa na 1:0 (identyczna akcja, jak w meczu CL z Chelsea na Anfield), a także przy trafieniu Dirka Kuyta, gdzie kapitalnym zwodem poradził sobie z kryjącym go Matthew Etheringtonem. Po kapitalnym meczu ze słabymi Garncarzami, rywalem Liverpoolczyków była rozbita w marcu na Anfield Aston Villa. Tym razem zawodnicy MON-a wzięli solidny rewanż i zdobyli twierdzę Anfield, która po raz ostatni legła w grudniu 2007 roku, zwyciężając 3:1. Wszystkie trzy bramki dla AV padły po stałych fragmentach gry. Spotkanie to miało także podobny przebieg do gry na WHL, bowiem kilka minut po trafieniu Torresa na 1:2, Gerrard ściął w polu karnym Reo-Cockera, co bezlitośnie wykorzystał AshleyYoung. Jeszcze większe emocje przysporzyło wczorajsze spotkanie na Reebok Stadium, gdzie gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, przegrywając ostatecznie 2:3 po kapitalnym uderzeniu Stevena Gerrarda. Debiut w meczu z Boltonem zaliczył Sotirios Kyrgiakos. Grecki stoper rozegrał jednak średnie zawody. Wprawdzie zaliczył kilka udanych wejść i odbiorów, ale zdarzały mu się także momenty niepewności. Momentami wyglądał tak, jakby przed meczem obalił dla odwagi całego "Leśnego Dzbana" na raz. Trzeba jednak pamiętać, że debiut Škrtel w koszulce z Livebirdem na piersi wyglądała podobnie lub nawet gorzej, a obecnie jest to jeden z najlepszych defensorów w najsilniejszej lidze świata.
Jakie wnioski można wysnuć po tych czterech kolejkach? Na pewno takie, że koniecznie trzeba poprawić grę w obronie podczas stałych fragmentów gry, bowiem 6 z 7 dotychczasowych bramek, jakie stracili gracze Beniteza, padało po rzutach rożnych, wolnych lub karnych. Momentami szwankowała również komunikacja pomiędzy środkowymi obrońcami. W ten sposób na White Hart Lane doszło do zderzenia Carraghera i Škrtela, przez co słowacka skała zmuszona jest do kilkunastodniowej pauzy. W obliczu kontuzji Daniela Aggera i sprzedaży Samiego Hyypii do Bayeru Leverkusen, Benitez w meczu ze Stoke zmuszony był do skorzystania z młodego Ayali, który wypadł całkiem nieźle, jednak w spotkaniach z lepszymi rywalami, wystawienie go wiązałoby się ze sporym ryzykiem.
Słabo wygląda także gra skrzydłowych. Sytuację ratuje wprawdzie Glen Johnson, który w pierwszych meczach dał w ofensywie Liverpoolowi zdecydowanie więcej, niż Dirk Kuyt. Średnio w pierwszych spotkaniach radził sobie również Yossi Benayoun, który wczoraj został zastąpiony powracającym po kontuzji Albertem Rierą. Swój poziom prezentowany w poprzednim sezonie pokazuje za to Lucas Leiva. Brazylijczyk w niemal każdym spotkaniu udowadnia kibicom, że piosenka "One Way Ticket" była dedykowana właśnie jemu! Niestety, posadzenie go na ławce jest mało realne, bowiem Benitez upatrzył sobie w nim następcę...Xabiego Alonso! Lepiej radzi sobie Javier Mascherano, jednak gra dwóch defensywnych pomocników obok siebie spowodowała, że Gerrard momentami nie wiedział, czy ma zajmować się rozgrywaniem akcji czy wspomaganiem Fernando Torresa w ataku. Rozgrywanie piłki w przypadku Lucasa jest raczej niemożliwe, dlatego kapitan przejął niektóre obowiązki Xabiego, pozostawiając przy tym lukę przed polem karnym, gdzie grywał jako cofnięty napastnik. Nadzieją jest więc kontuzjowany obecnie Alberto Aquilani, który do gry powróci w okolicach końca września. Włoski zawodnik mógłby występować obok Javiera Mascherano lub przed polem karnym, powodując tym samym powrót Gerrarda na środek pomocy. Póki co jednak reprezentant Włoch jest wielką niewiadomą. Warto się jednak zastanowić, czy zakup tego zawodnika za sumę 17 milionów £, na dodatek często nękanego przez kontuzję, był dobrym ruchem. Ostatnio na jednym z blogów fanów Liverpoolu pojawił się ciekawy artykuł, przedstawiający innych kandydatów, z których mógł skorzystać Benitez. Wśród nich znalazły się nazwiska Gourcuffa, Hleba czy van der Vaarta, który nie wybrał jeszcze klubu, w którym wystąpi w sezonie zakończonym MŚ w RPA.
Kolejnym powodem do zmartwień jest krótka ławka rezerwowych, która jest praktycznie niczym przy zapleczu, jakim dysponuje Chelsea czy MU. Problem ten jest widoczny szczególnie w ataku, gdzie tak na dobrą sprawę nie ma żadnego zmiennika dla Fernando Torresa! Andrzej Woronin to raczej nie jest gracz formatu Premier League, Ryan Babel zanotował w ostatnim sezonie ogromny regres i w ostatnim meczu nie znalazł się nawet wśród rezerwowych, a David N'Gog jest zawodnikiem, który dopiero poznaje Premier League. W rezerwach świetnie radzi sobie wprawdzie duet Daniel Pacheco - Krisztián Németh, jednak to też nie jest jeszcze poziom EPL. Węgierski zawodnik obecny sezon spędzi w AEK Ateny, gdzie został wypożyczony przed kilkoma dniami. Do Liverpoolu przymierzany był Keisuke Honda z VVV-Venlo, jednak wszystko wskazuje, że zawodnik ten ostatecznie na Anfield nie trafi.
Czy mając tak krótką ławkę rezerwowych, pazernych na pieniądze właścicieli i Lucasa Leivę w składzie, można wygrać mistrzostwo Anglii? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle trudna, bowiem mimo słabego początku sezonu w wykonaniu Liverpoolu, nadal jest to zespół, który może sporo namieszać i pogodzić rywali przymierzających się do tytułu najlepszej drużyny Anglii w sezonie 2009/2010.
Pozdrawiam!
Saw




